Will Erich Peuckert - Nasz Patron

Will-Erich Peuckert (11 maja 1895 – 25 października 1969) należał do grona niezwykłych postaci, które przyciągnęły Karkonosze i Góry Izerskie.

„[...] większego Ślązaka niż on nie spotkałem w całym swoim życiu” – tak rozpoczynał charakterystykę postaci W.-E. Peuckerta z okazji sześćdziesiątej rocznicy jego urodzin Gerhart Pohl, sekretarz i, jak o sobie mawiał, „giermek” Gerharta Hauptmanna.

Dalej pisał:

Ten „kawał śląskiego huncwota”, Will-Erich Peuckert, urodzony w małej wiosce Garnczary [dziś część wsi Olszanica – przyp. P.W.], leżącej przy północno-zachodniej granicy powiatu złotoryjskiego na Dolnym Śląsku, już jako dziecko i uczeń miał oczy i uszy szeroko otwarte – tak jak kiedyś Martin Luter „zaglądał ludowi w gębę”. I to się opłaciło. Albowiem na przedgórzu śląskich gór, pośród chłopskich osad Muszyny, Radziechowic, Okmian, Radziechowa, Olszanicy, Zagrodna i Jurkowa, niedaleko od charakterystycznych dla okolicy samotnych górskich stożków Grodźca i Ostrzycy; w rejonie, w którym marzyciele i sekciarze wyrastali jak grzyby po deszczu i nie dawali się wytępić. Wśród nich prym wiedli dociekliwi i okrutnie prześladowani zwolennicy Schwenckfelda [Daniel Caspar Schwenckfeld (1490-1561), śląski zwolennik reformacji, teolog i mistyk – przyp. P.W.], tam właśnie dorastał Will-Erich Peuckert, mający swoich chłopskich przodków.

Syn urzędnika pocztowego, na chrzcie otrzymał imiona Willi Erich Bruno, które z czasem zmienił na Will-Erich. W młodości uczęszczał do szkoły podstawowej w Okmianach, następnie w latach 1903-1906 do szkoły przygotowującej do zawodu nauczycielskiego w Kowarach. Po ukończeniu seminarium pedagogicznego w Bolesławcu w 1914 r. i zdaniu stosownego egzaminu W.-E. Peuckert został zmobilizowany do służby meteorologicznej w Luftwaffe. Ranny podczas działań I wojny światowej, przebywał na rekonwalescencji w uzdrowisku w Świeradowie Zdroju. Oczarowany Górami Izerskimi w latach 1915-1921 podjął prace jako młodszy nauczyciel w szkole podstawowej we wsi Wielka Izera.

Wielka Izera była osadą położoną w Górach Izerskich nad graniczną rzeką Izerą, sięgającą swymi tradycjami XVI w. Ponoć jej założycielem był myśliwy, niejaki Tomas. Rozwój niewielkiego zapewne początkowo przysiółka związany był z falą osadniczą, która pojawiła się w Sudetach Zachodnich podczas wojny 30-letniej. W tym okresie powstało wiele wsi zakładanych zazwyczaj w górzystych, trudno dostępnych terenach, których mieszkańcami byli częstokroć protestanccy uchodźcy religijni z ogarniętych działaniami wojennymi obszarów Europy Środkowej [Łaborewicz 1999]. Powstanie osady mogło być również w jakiś sposób powiązane z działalnością walońskich poszukiwaczy skarbów, minerałów i kamieni szlachetnych, którzy często odwiedzali te odludne, a zasobne w podziemne skarby strony. Być może jakiś związek z wsią mogli mieć również żołnierze – włoscy górnicy z armii Albrechta Wallensteina, którzy poszukiwali w tych stronach szlachetnych kruszców i minerałów. Z czasem niewielka osada, znajdująca się w dobrach tolerancyjnej religijnie rodziny Schaffgotsch, rozwinęła się w sporą wieś. W początkach XX w. mieszkańcy Wielkiej Izery zazwyczaj zatrudniani byli przy robotach leśnych, zajmowali się hodowlą bydła, obsługą pojawiających się coraz liczniej turystów, a także uprawiali kłusownictwo i przemyt. Odbywały się tutaj regularnie nabożeństwa protestanckie, funkcjonowała niewielka szkoła, młyn nad Jagnięcym Potokiem, dwie gospody i kilka pensjonatów.

Podczas pobytu w Wielkiej Izerze W.-E. Peuckert zainteresował się przeszłością regionu; dziełami renesansowych mistyków związanych ze Śląskiem, astrologią, alchemią, wiedzą hermetyczną, kultami tajemnymi, magią, zielarzami-laborantami czy tajemniczą postacią proroka Hansa Rischmanna ze Staniszowa, lewitującego ponoć w XVII w. nad Kotliną Jeleniogórską. Szczególne miejsce w prowadzonych ówcześnie badaniach W.-E. Peuckerta zajmowały podania o dawnych walońskich poszukiwaczach skarbów i karkonoskim Duchu Gór. W Górach Izerskich W.-E. Peuckert odnalazł znaki walońskie, z których pierwsze w formie „krzyża św. Andrzeja” zlokalizował w formacji skalnej Stary Zamek na obrzeżach Kobylej Łąki. W starych zapiskach odnalazł następujące wskazówki:

Na Polanie Izerskiej w Górach Olbrzymich (grzbiet pomiędzy Zamkiem Wieczornym a Zadnią Kopą) [proszę pamiętać, że gdy powstawały Księgi Walońskie, nie istniał geograficzny podział na Karkonosze i Góry Izerskie, a Górami Olbrzymimi zwano całość, ciągnącą się od Okraju po Świeradów Zdrój – przyp. tłum.] znajdziesz na ziemi moc ziaren całkiem granatowych kamieni szlachetnych, dobrą rudę czystego złota i srebra i najróżniejszych kosztowności... Pół mili poniżej znajduje się zamek opustoszały, a na jednym z kamieni wykuto postać człowieka, który dwoma palcami wskazuje na krzyż [wykuty] na innym kamieniu. Opodal Mohnstein [właśc.: Mannstein, czyli ów kamień z wykutą figurą człowieka, Kamień Mężczyzny – przyp. tłum.], w kierunku, w którym wskazuje wyciągniętą ręką, tam winieneś szukać. Z opuszczonego zamku wypływa strumień, podążaj wzdłuż niego, a znajdziesz złota wypłukanego co niemiara.

Kierując się zapiskami z ksiąg walońskich po dwuletnich poszukiwaniach w 1921 r. w rzece Izerze i korytach okolicznych potoków znalazł niewielkie ilości złota. Swoje poszukiwania opisał w wielu artykułach, a także w noweli Berggold:

Potoki Karkonoszy i Gór Izerskich zawierają prawdziwe złoto. Niezbyt dużo, co oznacza, że po tygodniowych poszukiwaniach uzyskałem zbiór równoważny wartości około 2-3 marek, ale wzbogacenie się nie było moim celem. Chodziło o to, aby dokładnie sprawdzić wszelkie stare zapiski [...].

Już w 1920 r. młody W.-E. Peuckert został przyjęty do śląskiego towarzystwa etnologicznego – Schlesische Gesellschaft für Volkskunde. Niewątpliwie dopomogło mu w tym opublikowanie zbioru legend dolnośląskich w czasopiśmie „Mitteilungen der Schlesischen Gesellschaft für Volkskunde”. Długoletnim przewodniczącym towarzystwa był prof. dr Theodor Sieb, który przez kolejne lata stał się jego nauczycielem i przyjacielem. Od tego czasu W.-E. Peuckert rozpoczął zbieranie śląskich podań ludowych. Pierwsze z nich opowiadała mu jego babka, następnie zaczął sam spisywać zasłyszane baśnie i legendy, które z czasem publikował, chroniąc je tym samym przed utratą i zapomnieniem. Gdyby nie działalność W.-E. Peuckerta baśnie i podania ludowe zostałyby zapewne do dziś nieznanym fragmentem śląskiego dziedzictwa kulturowego. Istotne jest też  zaznaczanie i docenianie przez W.-E. Peuckerta wpływów słowiańskich na kulturę ludową Śląska.

W.-E. Peuckert był zaprzyjaźniony z braćmi Carlem i Gerhartem Hauptmann, wybitnymi śląskimi literatami, których zafascynował informacjami z zakresu wiedzy hermetycznej oraz barwnej przeszłości Karkonoszy i Gór Izerskich. Szczególnie Carl Hauptmann, jak wspominał w napisanym około 1942 r. życiorysie: „wywarł pewien szczególny wpływ na moje całe dalsze życie”. Oddziaływanie twórczości Carla Hauptmanna zaznaczyło się wyraźnie we wczesnych utworach literackich młodego W.-E. Peuckerta; powieści Apokalypse 1618 (wyd. 1921), w której  opisał moralny problem klęski Niemiec podczas I wojny światowej, a także w opowiadaniach Luntroß (1924), Zwei Lichte in der Welt (1929) i Goldene Berge (1934). Niewątpliwie też starszy z braci Hauptmann – „Carl-Rübezahl” – pogłębił zainteresowanie W.-E. Peuckerta dialektem śląskim, którego sam był znawcą i propagatorem. Miejscem ich spotkań, oprócz Gross Iser i Szklarskiej Poręby, do której W.-E. Peuckert zimą przybywał na nartach, była między innymi znana izerska gospoda Gustava Schneidera w osadzie Carlstal – dziś Orle. Tutaj właśnie Gerhart Hauptmann umieścił akcję baśniowego dramatu A Pippa tańczy!. W latach 1754-1890 mieściła się w osadzie nad potokiem Kamionek jedna z najciekawszych pod względem poziomu technologicznego hut szkła. W hucie Carlstal wytwarzano niezwykłe millefiori – „szkło tysiąca kwiatów”. Była to zapomniana technika zdobnicza, którą w pierwszej połowie XIX w. ponownie udało się odtworzyć właśnie w Górach Izerskich. Muzeum Karkonoskie w Jeleniej Górze posiada w swoich zbiorach dwa fragmenty mozaiki szklanej w typie millefiori w ozdobnym puzderku z napisem „Carlsthal”, które pochodzą z lat trzydziestych XIX w., co dowodnie poświadcza wykonywanie prac w tej technologii w hucie szkła Carlstal. Oprócz millefiori wytwarzano tutaj także szkło vasi a reticelli – szkło sieciowe oraz szkła barwione w masie, a wśród nich rubinowe, alabastrowe, awenturynowe czy kobaltowe.

Po śmierci Carla Hauptmanna w 1921 r. W. E. Peuckert wraz z przyjaciółmi zmarłego literata prof. Wernerem Sombartem i Robertem Breysigiem przygotował do druku zbiór jego wierszy, który ukazał się w 1923 r. Dnia 23 czerwca 1925 r. na cmentarzu ewangelickim w Szklarskiej Porębie Dolnej nastąpiło uroczyste odsłonięcie wyjątkowego w kształcie ceramicznego pomnika nagrobnego Carla Hauptmanna autorstwa Hansa i Marlene Poelzig. Na tej niecodziennej uroczystości, która zgromadziła przyjaciół i znajomych zmarłego, a także setki mieszkańców Karkonoszy i Gór Izerskich, obok Friedricha Castelle przemawiał też W.-E. Peuckert.

W latach 1921-1927 W.-E. Peuckert studiował na uniwersytecie we Wrocławiu germanistykę, historię i archeologię. W 1927 r. wydał monografię Die Rosenkreuzer – poświęconą rycerskiemu Zakonowi Trupiej Czaszki. Był to zakon kontemplacyjny ufundowany w 1652 r. przez ks. Sylviusa Nimroda, pierwszego władcy Oleśnicy z dynastii wirtembersko-oleśnickiej. W 1649 r. książę Nimrod powołał na swój zamek jako nadwornego lekarza śląskiego mistyka Johannesa Schefflera, znanego pod pseudonimem Angelus Silesius. Książę Nimrod był pod intelektualnym wpływem mistyków i śląskich różokrzyżowców, którzy ówcześnie gromadzili się w swoim ośrodku w Ludwigsdorf (obecnie Bystre opodal Oleśnicy), które było majątkiem ich przywódcy Abrahama von Franckenberga. Rycerze i damy zakonu poświęcać się mieli religijnej kontemplacji w myśl średniowiecznej maksymy memento mori. W tym samym 1927 r. obronił napisaną pod kierunkiem prof. dra Hermanna Reinke-Blocha dysertację doktorską Die Entwicklung Abrahams von Franckenberg bis zum Jahre 1941 poświęconą postaci wybitnego śląskiego mistyka luterańskiego doby baroku, marzącego o pojednaniu wszystkich wyznań – Abrahama von Franckenberga.

Urzeczony barwnym krajobrazem kulturowym Śląska w wydanej w 1928 r. publikacji Schlesische Volkskunde („Etnologia Śląska”) W.-E. Peuckert pisał:

Mam opowiedzieć o Ślązakach i o śląskim ludzie, a sam przecież jestem Ślązakiem. Urodzonym w tym kraju, z nim związanym, zrośniętym z jego społecznością. Być może z tego powodu moje opowiadanie będzie fałszywe; nie będę potrafił widzieć tam, gdzie widzenie jest potrzebne, być może jednak w niektórych punktach będę umiał dostrzec więcej niż ktoś obcy [...]. Nie wiem czy istnieje ktoś taki jak „Ślązak”. Kiedy spoglądam wstecz i przypominam sobie ludzi, których w tym kraju spotkałem – nie potrafię w ogóle sprowadzić ich do wspólnego mianownika. W okolicach Grodźca, skąd pochodziła moja babcia, mieszkają ludzie o łagodnym i pogodnym usposobieniu: nie mówią niczego niepotrzebnie; ich święta i uroczystości przebiegają spokojnie. Nigdy też nie zatracają się całkowicie w bólu i smutku. Natomiast w moich ojczystych Okmianach, które leżą w połowie drogi między Bolesławcem a Chojnowem, ludzie są mrukliwymi mułami roboczymi, które nikogo nie skrzywdzą, ale też nikomu niczego dobrego nie życzą.

Ci z okolic Lubina często okazują hałaśliwą wesołość, obywa się jednak jeszcze bez nadmiernej gwałtowności. Ta z kolei cechuje na przykład rozrywki młodego społeczeństwa zamieszkującego wrocławskie przedmieścia, takie jak Brigittental lub Szczepin, gdzie przeradza się ona nawet w brutalność.

Podobnie jest też na Górnym Śląsku: ujawnia się tam agresywność, która sprawia, że ludzie są jednocześnie zmienni i rozdwojeni, dobroduszni i grubiańscy, weseli i podli.

Być może ta dwoistość jest w ogóle charakterystyczną cechą Ślązaka, ewangeliccy Ślązacy zarzucają to katolickim, a ci z kolei to samo ewangelickim... Jestem jakby podwójny – możesz mi wierzyć, przyznaje Gerhart Hauptmann, trafiając tym samym w sedno istoty i losu śląskiego człowieka. Każdy Ślązak jest podwójny […].

Charakterystykę postaci W.-E. Peuckerta uzupełnił Gerhart Pohl:

Na zewnątrz kawał belfra (powiedziałbym to o nim nawet bez bliższej znajomości), lecz o wiele mądrzejszy od większości z nich – kawał śląskiego huncwota silnie zakorzenionego w ojczystej ziemi, otoczonego zapachem legend, bajek i powiastek. Patrząc na niego można było doprawdy uwierzyć w pojawienie się nowego, przebiegłego wcielenia karkonoskiego Ducha Gór. A potem z pewnością przyszedłby mi do głowy Carl Hauptmann, który też takim był – z głębokim spojrzeniem dla Unio mystica, tylko poważniejszy i smutniejszy niż trzydziestoletni wówczas Will-Erich Peuckert.

Ten „kawał śląskiego huncwota” jeszcze w 1929 r. wydał obszerne studium zatytułowane Walen und Wenediger poświęcone walońskim poszukiwaczom skarbów, minerałów i kamieni szlachetnych, postaci Antoniego de Medici i wrocławskiej księdze walońskiej z 1456 r., rozwinięte i uzupełnione w kolejnym wydaniu z 1938 r. Analiza tekstu wrocławskiej księgi walońskiej pozwoliła na odtworzenie niektórych ze średniowiecznych tajemnic Karkonoszy i Gór Izerskich. Szczególnie interesujące są przypomniane przez W.-E. Peuckerta fragmenty dotyczące okolic Szklarskiej Poręby:

Tak więc zapytaj w Jeleniej Górze o wieś, która się nazywa Piechowice, potem będzie Kopaniec. Idź dalej „Drogą Górną”, następnie w kierunku na Czarną Górę, dalej poprzez hutę szkła, tak dojdziesz do Białej Wody lub Białego Potoku, tutaj znajdziesz złota do wypłukania i ametystów ile tylko zapragniesz.

Opis ten znajduje potwierdzenie w topografii terenu i prowadzi przez tereny związane z występowaniem minerałów i hutnictwem szkła. W Piechowicach-Cichej Dolinie znajdowała się najstarsza znana w Karkonoszach huta szkła, a okolice wsi poddane były eksploracji bogactw mineralnych. Kopaniec był do końca XVIII w. jednym z ważniejszych miejsc związanych z wydobyciem złota i kamieni szlachetnych w Górach Izerskich. Następnie droga prowadziła na Czarną Górę, przez którą można dojść do wzniesienia o nazwie Hutnicza Górka znajdującego się ponad stacją kolejową w Szklarskiej Porębie Górnej. Można tutaj było znaleźć resztki szkła pochodzącego z huty datowanej na około 1450 r. [Rohkam 1939: 20]. Tak przebiegała jedna z dawnych dróg łącząca Piechowice ze Szklarską Porębą, zaznaczona jeszcze około 1750 r. na pruskiej mapie sztabu generalnego [Tichy 1999: 73]. Na południowym stoku Hutniczej Górki płynie potok Bieleń, zwany też Białym Potokiem, często wzmiankowany jako jedno z miejsc Gór Izerskich, które obfitują w złoto i ametysty. Następnie droga prowadziła przez Białą Dolinę, koło Czerwonych Skałek do grupy skalnej zwanej dziś Spławna nad rzeką Kamienną:

Jeśli już tutaj na to miejsce przybędziesz, idź dużą drogą, następnie idź małą drogą, która prowadzi do Czarnej Góry. Tak dojdziesz do Białego Potoku. Jeśli pójdziesz trochę dalej, znajdziesz górę, którą przejdź, tutaj będziesz widział kamienny krzyż [...] zostaw to po prawej ręce na odległość strzału z kuszy, a dojdziesz do łąki i znajdziesz dla siebie dużo bogactw... Tak dojdziesz do jednego dużego kamienia, gdzie jest wykutych dużo form i znaków: mężczyzna, ręka.

Podczas rozległych prac ziemnych przy budowie linii kolejowej Piechowice-Szklarska Poręba-Harrachov prowadzonych na początku XX w. wysadzono fragment grupy skalnej Spławna. Na jednym z granitowych odprysków zachował się znak waloński przedstawiający pięciopalczastą dłoń, który przekazany został do Museum R.G.V. – Muzeum Towarzystwa Karkonoskiego w Jeleniej Górze.

            W dolinie Kamiennej, na Przełęczy Szklarskiej oddzielającej Karkonosze od Gór Izerskich, w pobliżu wyrobiska torfowego zwanego Bagniskiem, rzeka gwałtownie zmienia bieg z północy ku zachodowi. Tutaj, w pobliżu Walońskiego Kamienia, znajduje się skalne rumowisko wymieniane w wielu zapiskach walońskich pod nazwą „widelec”, przez którego szczeliny przebija się Kamienna. W.-E. Peuckert przypomniał tekst Antonio de Medici, który tak opisywał to miejsce:

[...] tu znajdziesz widelec, którego zakończenie wskazuje na północ, dokonaj od widelca jeszcze dziewięć kroków, a natrafisz na strumyk [Ciekonek? – przyp. P.W.], który płynie skryty pod mchem; połóż się na boku, to usłyszysz szum wody, podnieś warstwę mchu, a znajdziesz złoto wielkości monet, a także i mniejsze.

W latach 1929-1932 W.-E. Peuckert został zatrudniony jako docent-wykładowca w Pädagogische Akademie (Akademii Pedagogicznej) we Wrocławiu, a także prowadził wykłady z zakresu etnologii na tamtejszym uniwersytecie. W młodości związany z ruchem lewicowym, w latach 1929-1933 należał do niemieckiej partii socjalistycznej SPD, w kolejnych latach związany z konserwatywną Deutsche Volkspartei. W 1931 r. wydał pracę zatytułowaną Volkskunde des Proletariats, w której krytycznie ukazywał trudne warunki życia i pracy robotników wrocławskich.

Do narodu należą także robotnicy, to jest robotnicy przemysłowi i pracownicy sezonowi, a także rzemieślnicy, mieszczanie – nie tylko chłop i jego rodzina. I etnologia musi to wszystko opisać. Ma tak samo dobrze opisywać i wyjaśniać świat duchowy, życie, moralność i zwyczaje zarówno mieszczan, jak i maszynistów, pracowników zatrudnionych na dniówki czy rencistów. Etnologia jest wiedzą o każdej cząstce narodu.

Było to w zakresie etnologii nowatorskie, rewolucyjne wręcz zwrócenie uwagi na ten nieznany do tej pory obszar problemowo-badawczy. Rozpowszechnianie pracy W. E. Peuckerta o życiu i kulturze robotników wrocławskich, ze względu na krytyczne ukazanie warunków socjalnych zostało zakazane w III Rzeszy.

W 1932 r. na podstawie dysertacji poświęconej proroctwom Białej Sybilli, powstałej pod kierunkiem prof. dra Friedricha Rankego, W.-E. Peuckert został uroczyście habilitowany z zakresu etnologii na Uniwersytecie Wrocławskim, stając się jednym z najmłodszych profesorów tej uczelni. Habilitacja była podsumowaniem jego wcześniejszych zainteresowań badawczych, a wskazywała na odniesienia oraz podobieństwa proroctw Sybilli do regionalnych proroctw i przepowiedni ludowych. Dla regionu Karkonoszy takim prorokiem, w którego przepowiedniach znajdowały się analogie dotyczące proroctw Sybilli, miał być Hans Rischmann vel Georg Rischer działający na tym terenie w latach dwudziestych i trzydziestych XVII w. Jego proroctwa przez wiele lat krążyły wśród miejscowej ludności, a przepowiadał on zdarzenia niezwykłe: wojny i nieszczęścia, których zapowiedzią miało być zatrzymanie się wód rzeki Kamiennej, co istotnie następowało. Ludność Kotliny Jeleniogórskiej miały też dosięgnąć klęski żywiołowe, które miały być karą boską za nie dość religijne życie oraz – rzekomo w jednej z wizji – „oderwanie części Prus przez Polskę”, co zresztą po latach też się dokonało.

Z czasem młody naukowiec, jakim stał się W.-E. Peuckert, został uznany za jednego z najwybitniejszych badaczy europejskich tradycji ludoznawczych, a szczególnie baśni i legend. W opracowanych przez niego hasłach przeznaczonych do zamieszczenia w Handwörterbuch des deutschen Aberglaubens okazywał zrozumienie i szacunek dla tradycji i kultury judaistycznej, co stało w zdecydowanej sprzeczności z antysemicką propagandą III Rzeszy. W.-E. Peuckert był obdarzony szczególną niechęcią przez prof. Walthera Stellera, germanistę i etnografa, a zarazem jednego z czołowych przedstawicieli ideologii nazistowskiej  na Uniwersytecie Wrocławskim, współorganizatora wrocławskiej akcji palenia 10 maja 1933 r. na placu Wolności (dawniej Schlossplatz) „nieprawomyślnych” książek.     W. Steller zadenuncjował W.-E. Peuckerta nazistowskim władzom, przedstawiając go jako koniunkturalistę, radykalnego lewicowca i filosemitę.

Krótkim pismem Ministerstwa Nauki i Edukacji Rzeszy z 13 maja 1935 r., na dwa dni przed czterdziestą rocznicą urodzin, z powodu „politycznej niewiarygodności”, W.-E. Peuckert został usunięty z wrocławskiej uczelni. Odebrane mu zostały venia legendi, czyli prawo i obowiązek wykładania na wyższej uczelni oraz prawo ubiegania się o zatrudnienie w charakterze profesora akademickiego. Od drugiej połowy lat trzydziestych  W.-E. Peuckert przestał być też zaliczany w poczet członków śląskiego towarzystwa etnologicznego  „Schlesische Gesellschaft für Volkskunde”

W następstwie tych wydarzeń, które zupełnie odmieniły jego dotychczasowe życie, W.-E. Peuckert osiedlił się w niewielkiej, zagubionej wśród lasów i pagórków, jak pisał „zapomnianej przez świat” osadzie Leszczyna, leżącej w gminie Wilków w jego rodzinnym powiecie złotoryjskim [Bönisch-Brednich, Brednich 1996: 21]. Miejsce to regularnie odwiedzał od 1932 r., spędzając tutaj urlopy. Na drzwiach swojej wiejskiej chaty W.-E. Peuckert umieścił myśl Paracelsusa, znanego w Europie lekarza i filozofa doby renesansu: „Człowiek nie powinien należeć do nikogo, jeżeli może stanowić sam o sobie”.

Cytat ten odzwierciedlał krytyczny stosunek W.-E. Peuckerta do otaczającej go totalitarnej rzeczywistości. W tym czasie pisał:

 Przez całe moje życie lubiłem się śmiać. Wydawało mi się bowiem, że wtedy wszystko idzie jakby o wiele łatwiej. Czasami jednak zdarzały się takie dni, kiedy wcale nie było mi do śmiechu. A gdy już chciałem się śmiać, wtedy inni uważali to za błazeństwo.

W Leszczynie, skazany na swego rodzaju „wewnętrzną emigrację”, W.-E. Peuckert poświęcił się pracy naukowej i literackiej, dzięki czemu mógł utrzymać rodzinę. Przez długie lata utrzymywał bliskie kontakty zarówno z Marthą Hauptmann z domu Thienemann, pierwszą, jak i z Marią Hauptmann z domu Rohne, drugą żoną Carla. Starał się opiekować dorobkiem pisarskim Carla Hauptmanna i był w połowie lat trzydziestych jednym z pomysłodawców wydania jego dzieł zebranych. W tym czasie rozważał też możliwość przeprowadzki z Leszczyny do Szklarskiej Poręby.

W 1936 r. powstało dzieło W.-E. Peuckerta Pansophie, które poświęcił naukom tajemnym. Ta wyjątkowa praca była rozwinięciem wcześniejszego studium Von schwarzer und weißer Magie. W kolejnych latach powstały monografie braci Grimm (1936), Angelusa Silesiusa (1939), Paracelsusa (1941), Mikołaja Kopernika (1943) i Sebastiana Franckego (1944). W licznych artykułach i publikacjach interesowały go przede wszystkim zwyczaje i obrzędy ludowe, rytuały czarnoksięskie, sabaty czarownic oraz kulty i wiedza tajemna. W tych latach wewnętrznej wolności autora powstają też powieści i liczne nowele, których akcja częstokroć rozgrywa się na Śląsku. W 1940 r. W.-E. Peuckert wydał najbardziej chyba popularną ze swoich książek Schwarzer Adler unterm Silbermond. Biographie der Landschaft Schlesien (wznowiona w 1950 r.). Dokonał w niej opisu Śląska, pełnego odniesień do przeszłości, anegdot i opowieści. W 1942 r. Ministerstwo Kultury III Rzeszy wydało dotkliwy zakaz recenzowania książek W.-E. Peuckerta, z czasem jednak cofnięty. W ostatnich latach wojny utrzymywał bliższy kontakt z Gerhardem Pohlem, którego odwiedzał w Karpaczu.

W początkach 1945 r. dla W.-E. Peuckerta dobiegły końca śląskie lata życia. Nie zdążył już wysłać z Leszczyny listu do Gerharda Pohla, który zachował się w zbiorach biblioteki uniwersyteckiej w Göttingen. 11 lutego 1945 r. W.-E. Peuckert i jego pierwsza żona Gertrud (1891-1947), z którą wstąpił w związek małżeński podczas pobytu w Górach Izerskich w 1917 r., otrzymali urzędową zgodę na opuszczenie Leszczyny. O tych wydarzeniach pisał:

Nie chcę już nic więcej opowiadać o tych miesiącach, o tych latach. Coraz trudniej było się śmiać, a już szczególnie wtedy, gdy zimą 12 lutego 1945 r. musieliśmy uciekać przed Rosjanami wkraczającymi do Złotoryi i Wilkowa, i przed bitwą, która miała się stoczyć o pierwsze szczyty naszego przedgórza. Miejscowość Trupień, położona w lesie na południe od Leszczyny, była szturmowana siedmiokrotnie; część starszych ludzi spłonęła w stodołach, inni zginęli przed górami, a my, moja żona i ja, przebiliśmy się wtedy do lasu, każde z jednym plecakiem, a w plecakach tkwił cały nasz dobytek: chleb, reszta pieczeni świątecznej i nędzny tłumoczek bielizny; za nami zostało wszystko; dom, gospodarstwo, meble i piętnaście tysięcy książek i manuskryptów.

Wiejski dom W.-E. Peuckerta zachował się do dziś (Leszczyna  nr 26). Niestety nowy gospodarz przeniósł bibliotekę i archiwum z przystosowanej do przechowywania bogatego księgozbioru stodoły najpierw na strych, a następnie około 1952 r. wywiózł je do pobliskiego lasu w obawie przed pożarem, który mogły ponoć zaprószyć dzieci.

Po opuszczeniu Dolnego Śląska i wędrówce z jednym rowerem i dwoma plecakami rodzina Peuckertów po przejściu przez północno-zachodnie Czechy tułała się po południowych Niemczech, nie mogąc sobie znaleźć miejsca, wydzierżawiając w końcu gospodarstwo rolne pod Bärnau. Pisarz próbował nawiązać kontakt z Gerhartem Hauptmannem, lecz list datowany z północnobawarskiego Holzmühle 3 grudnia 1945 r. nie dotarł do adresata. Po pewnym czasie W.-E. Peuckert osiadł na uniwersytecie w Göttingen, kierując w latach 1946-1959 katedrą etnologii i historii duchowości i przez długie jeszcze lata pozostając jedynym czynnym profesorem etnologii w powojennych Niemczech. Powstała wtedy w niemieckiej nauce tak zwana „szkoła Peuckerta”, charakteryzująca się prowadzeniem badań etnologicznych ujmowanych w szerokim kontekście kulturowym. W 1948 r. założył czasopismo „Die Nachbarn”, w którym zajmował się szeroko pojętą tematyką etnologii i zbliżenia narodów europejskich.

Z tego czasu pochodzi żartobliwy tytuł nadany W.-E. Peuckertowi przez studentów – „Hexenprofessor” („profesor od czarownic”). Zabawny ślad jego zainteresowań przypomniał   H. Waniek, przytaczając informację podaną w książce K. Baschewitza Czarownice. Dzieje procesów o czary, w której znajdujemy następujący opis:

[..] niedawno podjęto doświadczenia z maścią podaną przez Portę [G.B. Porta: Magiae naturalis, Antwerpia 1560 – H.W.], przy czym pominięto, rzecz prosta, obrzydliwe i nieskuteczne składniki. Will-Erich Peuckert, profesor etnologii w Getyndze, natarł się maścią, po czym doznał wrażenia, że unosi się w powietrze, i że ktoś przemawia do niego z wysokości.

Był to przepis na tzw. maść czarownic, który pochodził jeszcze ze średniowiecza, a odnaleziony został przez W.-E. Peuckerta jeszcze w czasach wrocławskich. Zgodnie z przekazami kobiety smarowały nią kij albo twarz i ciało, a potem unosiły się w powietrze. W maści znajdował się wyciąg z lulka czarnego, bielunia dziędzierzawy, tojadu, pokrzyku wilczej jagody i maku lekarskiego. W.-E. Peuckert zapadł w głęboki sen, po obudzeniu się z którego opisał wrażenia w następujący sposób:

Najpierw przed moim obliczem tańczyły straszliwie wykrzywione ludzkie twarze. Potem nagle doznałem uczucia, jakbym bardzo daleko leciał w powietrzu. W końcowej fazie zobaczyłem wreszcie obraz orgiastycznego święta z groteskowymi zmysłowymi ekscesami.

W ramach badań etnologicznych W.-E. Peuckert zbierał śląskie podania, wielokrotnie wydając je drukiem. Już w 1924 r. wydał Schlesische Sagen, które zawierały także podania łużyckie. Kolejno w 1926 r. powstały Die Sagen vom Berggeist Rübezahl – ilustrowane drzeworytami C. Lindnera z 1736 r. W 1932 r. ukazał się zbiór około 300 bajek pod tytułem Schlesiens deutsche Märchen. Dzięki jego pasji ukazały się również kolejne wydania zbiorów legend irlandzkich (1948) bawarskich (1954), bremeńskich (1961) i dolno-saksońskich (1964-1993), a w latach 1961-1968 wydany został w sześciu tomach zbiór legend niemieckich, wschodnio- i zachodnioalpejskich, szkockich i północnofrancuskich. Oprócz ogólnego podziału terytorialnego legendy zestawione zostały w grupy tematyczne, co znacznie ułatwia porównywanie funkcjonowania poszczególnych motywów. Kolejnym monumentalnym dziełem była praca redakcyjna nad zbiorem Denkmäler deutscher Volksdichtung, który w dziewięciu tomach powstałych w latach 1948-1975 zawierał legendy z różnych części Niemiec. W.-E. Peuckert pisał, że w powszechnym odczuciu bajki są tylko błahymi historyjkami, zaś legendy to historie, w które się wierzy. Podkreślał przez to szczególną wartość podań przekazywanych z pokolenia na pokolenie oraz wiary w wiedzę i lokalną tradycję.

Ostatnie lata pracowitego życia W.-E. Peuckert spędził w osamotnieniu, mieszkając w młynie w Mühltal koło Darmstadt. Boleśnie przeżył śmierć poniesioną w wypadku samochodowym przez syna Hansa (1919-1960). W.-E. Peuckert pochowany został pod koniec października 1969 r. w Langen koło Offenbach.

Dziś postać W.-E. Peuckerta po latach powróciła w Karkonosze i Góry Izerskie, a  Gildia Przewodników Sudeckich obrała sobie tego niezwykłego doprawdy człowieka za patrona (www.gildia-przewodnicy.pl).

 

Przmysław Wiater