Historia polskiego uranu

Nie ma straszliwszej broni niż bomba atomowa. I nie ma na całej kuli ziemskiej człowieka który nie bałby się ognistego podmuchu. Najgorszą ze wszystkich bomb jest ta w rękach naszych wschodnich sąsiadów. Przecież nikt tak naprawdę nie wie kto trzyma guzik od wyrzutni. Gdyby nie agent Jej Królewskiej Mości James Bond świat już nie jeden raz rozpadłby się na krwawe strzępy z powodu tej bomby. Nie byłoby Zimnej Wojny, nie byłoby wyścigu zbrojeń, nie byłoby Układu Warszawskiego ani potęgi Związku Radzieckiego gdyby nie Kowary, Miedzianka i Kletno. Sowieci zamienili te miasta w obóz pracy. Nie można było tam wejść bez sowieckiej przepustki. Nie wolno było nawet wędrować Kowarskim Grzbietem Karkonoszy! Tylko sprawdzeni ludzie, tylko najlepsi komuniści mogli tu się swobodnie poruszać. Być może osobiście węszył tu młody agent KGB Władimir Putin!? Kto wie, przecież ta część jego życiorysu jest ściśle tajna. Jeśli chcecie przeżyć tę wędrówkę musicie być jak Bond – uważni, ostrożni, odważni i szarmanccy wobec kobiet. Ale uważajcie. Wciąż działają tu sowieckie zabezpieczenia. Widzimy co macie pod ubraniem.

Podczas wycieczki poznamy Miasto Widmo. To Miedzianka i historia jej znikania. Dalej udamy się do Kowar pod kopalnie uranu Podgórze. Tam dowiemy się o pozytywnym i negatywnym działaniu gazu szlachetnego radonu – pierwiastka męskości. Kto przebywa pod jego wpływem do końca życia będzie się cieszył urodą i uznaniem kobiet. Popatrzcie – Putin był tu (ściśle tajnie) kilka tygodni, a Bond tylko 48 godzin, a jak ich kochają! Dowiemy się również o drodze głodu, a przed nami już tylko wysoki las.

Księżycowy krajobraz przypomina czas, w którym rzeka chciała zabrać górę. Skutki powodzi po 1997 roku jeszcze do dziś są widoczne. Do dziś da się jeszcze odczuć pot i zapach krwi górników pracujących tu pod okiem NKWD i KGB. Ale nie bójcie się, bo przecież przyjaźń Polsko – Radziecka jest nieśmiertelna!

 

Tekst i opracowanie:

Jarosław Szczyżowski, Grzegorz Kapla

Foto:

www.discoversilesia.pl